Stanisław I. Witkiewicz 1885-1939

18 września 1939 r. w Jeziorach Poleskich (obecnie Welykie Ozera – Ukraina) nad ówczesną granicą polsko-sowiecką popełnił samobójstwo Stanisław Ignacy Witkiewicz – pisarz, poeta, malarz, fotograf i teoretyk sztuki. Autor „Pożegnania jesieni” i „Szewców” pochowany został na miejscowym cmentarzu prawosławnym. Ekshumacja zwłok i powtórny pochówek na zakopiańskim cmentarzu na Pęksowym Brzyzku w 1988 r. były jednym z ostatnich spektakularnych osiągnięć PRLu. Jak się okazało w 1994 r. na Pęksowym Brzyzku pochowano ekshumowane w Jeziorach zwłoki nieznanej młodej kobiety. Sam Witkacy jako znany prowokator i posiadacz absurdalnego poczucia humoru z pewnością nie byłby zaskoczony takim obrotem spraw…

Witkacy - autoportret wielokrotny w lustrach
Stanisław Ignacy Witkiewicz – Autoportret wielokrotny w lustrach, Petersburg, 1915–1917. Domena publiczna.
Witkacy w oficerskim mundurze Lejbgwardii Pawłowskiego Pułku.

Stanisław Ignacy Witkiewicz na Google Art Project


Alianckie loty nad powstańczą Warszawę 1944

W czasie akcji mającej na celu dostarczenie zaopatrzenia dla Powstania Warszawskiego w nocy 13 /14 sierpnia 1944 r. utracono 8 samolotów oraz zginęło 49 lotników RAF i SAAF. Wskutek tego wydarzenia marszałek RAF John Slessor wydał dywizjonom brytyjskim i południowoafrykańskim zakaz lotów nad walczącą Warszawę. Jednym z samolotów zestrzelonych tej feralnej nocy był B-24 Liberator ze 178 Eskadry Bombowej RAF. Ocalał tylko jeden z lotników siedmioosobowej załogi, sierżant Henry Lloyd Lane, w którego obecności w 1988 r. odsłonięto tablicę pamiątkową w Parku Skaryszewskim.

Roger Moorhouse – Polska 1939. Polska kawaleria kontra czołgi

Najnowsza książka brytyjskiego historyka Rogera Moorhouse’a „Polska 1939. Pierwsi przeciwko Hitlerowi” ukazuje się dziś (14 lipca 2020 r.) w USA pod tytułem „Poland 1939. The Outbreak of World War II”.

Polska kawaleria kontra czołgi

Roger Moorhouse dokonuje konfrontacji z wciąż żywymi (zwłaszcza na Zachodzie, ale i w Polsce) mitami dotyczącymi polskiej wojny obronnej w 1939 r. Jednym z tych mitów były rzekome szarże polskiej kawalerii na niemieckie czołgi we wrześniu 1939 r.

Tę irracjonalną pod każdym względem bajkę (sprzeczną z wiedzą historyczną, psychologią pola walki, a nawet zasadami logiki, a przy tym raczej szkodliwą także dla współczesnego postrzegania Polski i Polaków) powielała wytrwale powojenna propaganda Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (przy znaczącym udziale mało wybitnego filmu „Lotna” Andrzeja Wajdy). Nie zmieniła tego zapomniana dziś twórczość pułkownika LWP Zbigniewa Załuskiego, który wykazywał bezsens mitu już w latach 60-tych XX w. (Siedem polskich grzechów głównych – 1962 r.).

Być może więc książka Rogera Moorhouse’a będzie kolejnym krokiem na drodze dotarcia do tzw. powszechnej świadomości faktu, że osławione szarże Polaków na czołgi we wrześniu 1939 r. były wytworem niemieckiej propagandy powstałym na bazie relacji włoskiego korespondenta wojennego Indro Montanelli’ego (zresztą znanego włoskiego dziennikarza, zmarłego w 2001 r.).

Narodziny mitu

Indro Montanelli wraz z innymi reporterami przybył na miejsce bitwy pod Krojantami dopiero następnego dnia po jej zakończeniu, czyli 2 września 1939 r. (jak należy przypuszczać z przyczyn od siebie niezależnych – korespondenci wojenni byli dopuszczani przez Niemców do rejonów operacji wojskowych w sposób kontrolowany). Zobaczył martwych polskich kawalerzystów i ich zabite konie wśród niemieckich pojazdów pancernych. Niemcy przekazali mu, że polegli w tym miejscu polscy ułani zginęli w ataku na czołgi.

Indro Montanelli – 1936 r.

Indro Montanelli w dobrej wierze i z operowym patosem opisał więc szarżę, której nie widział („Cavalli contro autoblindo” – Corriere della Sera 13.09.1939). Zatem „Polacy szarżowali szaleńczo z pochylonymi głowami trzymając lance w dłoniach, jak w turniejach rycerskich sprzed wieków. Szarżowali falami na ścianę niemieckiego ognia zaporowego (rzecz jasna, inaczej nie byłoby po polsku – przyp. Ł.S.) wprost w krwawą plątaninę ciał końskich, przywołując wspomnienia spod Waterloo, skojarzenia z walką byków i szamotaniną ryb w sieci. Gdy opadł kurz wzniesiony przez ostrzał, ujrzano konie bez jeźdźców i jeźdźców bez koni błądzących po wypalonej ziemi” (uproszczone i skrócone tłumaczenie z angielskiego – w oryginale włoskim z pewnością brzmi to wszystko jeszcze piękniej i bardziej operowo). O wiarygodności tej barwnej relacji dodatkowo świadczy wzmianka Indro Montanelli’ego o rycerskim zachowaniu Niemców, którzy w trakcie szarży skierowali ogień swojej broni jak najniżej, aby zminimalizować skutki bohaterstwa Polaków.

Pewnym usprawiedliwieniem dla Włocha może być fakt, że tę historię kupił od Niemców także amerykański korespondent radiowy Wiliam Shirer. Według jego wersji cała dywizja polskiej kawalerii szarżowała na setki niemieckich czołgów z wiadomym skutkiem (choć Shirer rozsądnie zaznaczył w swoim dzienniku, że „tak mówią Niemcy”. Niestety tego zastrzeżenia zabrakło w nagranej przez niego audycji radiowej).

Historia kontra mit

A co naprawdę wydarzyło się pod Krojantami? Dwa szwadrony 18 pułku Ułanów Pomorskich zgodnie z regulaminem oraz potrzebą chwili szarżowały batalion niemieckiej piechoty i to skutecznie, aż do chwili gdy w trakcie pościgu za uciekającymi Niemcami natknęły się na zamaskowane niemieckie transportery opancerzone, które z zaskoczenia ostrzelały Polaków z broni maszynowej (jak to na wojnie). Nawet wtedy jednak polska kawaleria mimo znacznych strat (25 zabitych, w tym dowódca pułkownik Kazimierz Mastalerz) wycofała się wykorzystując zgodnie z założeniami taktycznymi ukształtowanie terenu, nie kontynuując bezsensownej w nowozaistniałych warunkach akcji.

Podkreślić trzeba, że przedwojenne regulaminy Wojska Polskiego dopuszczały szarżę kawalerii tylko na nieokopaną piechotę (a praktyka potwierdziła skuteczność tej taktyki choćby pod Krojantami), natomiast do zwalczania czołgów zapewniono ułanom bardziej adekwatne środki walki, np. armaty przeciwpancerne Boforsa wz. 36 oraz karabiny przeciwpancerne wz. 35 (UR), które były wystarczająco skuteczne przeciwko niemieckim czołgom z początkowego okresu wojny (co wykazały rezultaty bitwy pod Mokrą, gdzie Wołyńska Brygada Kawalerii wyeliminowała z akcji ponad 100 pojazdów niemieckich 4 Dywizji Pancernej Wehrmachtu, w tym około 60 czołgów).

Polska kawaleria nie mogła więc używać lanc przeciwko czołgom niemieckim z przyczyn regulaminowych, a także faktycznych – od 1935 r. używała ich tylko na defiladach…

Nie od rzeczy zauważyć będzie, że formacje kawaleryjskie posiadały w tym czasie wszystkie liczące się armie świata: niemiecka , sowiecka, francuska i angielska. Niemcy w trakcie wojny z ZSRR nawet je powiększyli, zauważając trafnie, że w warunkach terenowych wojny na wschodzie wykazywały pewną wyższość nad transportem zmotoryzowanym.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe fakty historyczne oczywistym staje się więc, że kawalerię wykorzystano w Polsce w 1939 r. w sposób możliwie najbardziej racjonalny, a znane potknięcia w tym zakresie mieściły się w ramach normalnego ryzyka prowadzenia wojny – w dodatku w niesprzyjających warunkach. Co więcej, wbrew powszechnym wyobrażeniom (wyrosłym na gruncie mitu „szarży na czołgi”) większość polskich szarż kawaleryjskich we wrześniu 1939 r. zakończyła się sukcesem, natomiast niemieckie natarcie pancerne na stanowiska Wołyńskiej Brygady Kawalerii pod Mokrą okazało się taktyczną porażką.